Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyjki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyjki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2015

Feniks


Stała na wzgórzu i patrzyła na górski krajobraz. Wiatr lekko otulał jej ciało, Nikogo nie było w pobliżu, tylko ona jedyna. Ona sama w tej głuchej, bezkresnej przestrzeni. Stwarzała pozory wyciszonej, ale w głowie kłębiły jej się tysiące myśli. Czuła na sobie ciężar ostatnich doświadczeń. Zamknęła oczy, odczekała aż serce spowolni swój rytm, po jej lewym policzku wolno spłynęła łza. Wzięła głęboki wdech i otworzyła oczy, ale świat, który widziała tym razem już był inny. Odrodzona. To ja. Takie jest w końcu znaczenie mojego imienia. Nieskończoność. Znacie to uczucie? Ja też je znam, stoją znów na wzgórzu. Z taką lekkością że wiatr może mnie porwać gdzie chce.


Witajcie!
 Ciężko wrócić do czegoś co ma się wrażenie już nie jest nasze, jest przedawnione a my sami zmieniliśmy się. Więc i mnie i Was czeka sporo zmian. 
  Mój charakter pisania, myślenia i to czym się chcę z Wami podzielić może odbiegać od tego co kiedyś. Jednak tak jak zawsze to robiłam będę pisać z głębi siebie. Nie będzie idealnie, bezbłędnie bo tak nie potrafię, będę starać się robić to jak najlepiej i mam nadzieję że pomożecie mi w tym, liczę na Waszą krytykę, komentarz i podzielenie się własnym zdaniem. Ostatnio dużo podróżuję i staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę. Pomyślałam że warto jest się tym z kimś podzielić. Od dawna chciałam tu wrócić, ale było to dosyć nierealne, teraz mam swój komputer co bardzo mi wszystko ułatwia. Systematyczność niestety nie jest moją mocną stroną dlatego będę odwiedzać stronę kiedy sama będę tego wewnętrznie potrzebować, tak jest najlepiej bo nie robi się tego z poczucia obowiązku tylko z własnych chęci. 
  Nie chcę teraz nic więcej pisać o sobie bo chciałabym byście poznawali mnie czytając kolejne treści bloga. No to do następnego!
                                                                                                                           reniik


Kilka pstryków z poprzedniego weekendu. Fotograf ze mnie marny, ale za to okolica niezwykła. 
Zdjęcia nieprzerobione bo nie zainstalowałam jeszcze programu, możliwe że później je wymienię na te po obróbce, te wstawiłam byście mi mogli powiedzieć czy wyglądają lepiej przed czy po. (edit: wstawiłam po obróbce)


Wyjazdy do tego wujka zawsze dobrze mi robią. Wiedziałam że to dobry pomysł i dobry moment. Mama się śmieje że jeżdżę tam zawsze leczyć złamane serca. Wcześniej cudze, teraz swoje. W tej okolicy się wyciszam. Jestem z dala od codzienności i martwiących mnie spraw. Mam trochę czasu dla samej siebie, na rozmyślenia, umacniam się duchowo. Gdy wracam do domu czuję się napełnienia dobrą energią, to też za sprawą lepszego kontaktu z Bogiem. Bo tu nie można inaczej i to jest niezwykłe. Uciekam tu jakby w miejsce gdzie wiem że jestem bezpieczna i nic złego mnie nie dotknie. Czuję że moje troski są mu wtedy bliższe i że jestem w jego opiece. Okolica emanuje pięknym krajobrazem. Wszyscy dookoła starają się być mili i pomocni. Praktycznie zawsze dopisuje nam pogoda. Oglądamy razem filmy i kosztujemy alkoholu którego wszelakie odmiany wujek trzyma w piwnicy. Ostatnio tutaj obejrzałam film "Bóg nie umarł". Koniecznie chcę się nim z Wami podzielić więc niebawem na blogu pojawi się też recenzja. Będą tu się pojawiać tylko te filmy, które wywarły na mnie jakieś niesamowite emocje, tylko moim zdaniem na prawdę dobre i godne uwagi. 

Noce są tu takie ciche... Takie że można z tej głuchości usłyszeć schowane gdzieś daleko w głowie myśli, podjąć trudne decyzje i znaleźć jakieś rozwiązanie. Bo nie zawsze mamy dobre rozwiązania, ale przynajmniej jakieś są.



Drodzy czytelnicy, ten post jest z jednej strony zamykającym drzwi, a z drugiej strony otwierającym nowe. Pragnę zakończyć przygodę z tym blogiem i z tym pełnym emocji rozdziałem mojego życia. Nie żegnamy się, absolutnie, po prostu zobaczymy, znajdziemy się w nowym życiu. Już niebawem! Od pewnego czasu pracuję nad nowym blogiem. Jeśli chcesz być w dalszym ciągu ze mną i z tym co pisze, z moim blogiem i moimi słowami, przemyśleniami, opowiadaniami to skontaktuj się ze mną, napisz czy cokolwiek, podam Ci linka do nowego bloga. Zapraszam Cię i tam! Do zobaczenia! :)

wtorek, 28 kwietnia 2015

Drugie sedno sprawy.

Rozdział III
Proszę, zostańmy tu na zawsze.

ak jak tato postanowił, tak też zrobił. Pojechaliśmy w delegacje, a właściwie to on jechał, ja nie wiedziałam po co mam mu w tym towarzyszyć, jaki to ma sens. Nic mi nie chciał powiedzieć, ani gdzie jedziemy, ani na jak długo. Irytował mnie swoim dobrym humorem, był taki tajemniczy, ale znudziło mi się próbowanie wyciągnięcia z niego chociaż niewielkiej informacji. Stwierdziłam niech się dzieje co chcę, ja i tak nic tu nie wskóram, uparte to takie, no cóż. Po czym ułożyłam się w miarę wygodnie i zasnęłam. Spałam tak przez kolejne kilka godzin, minęła mi tak prawie cała podróż. W pewnym momencie tato krzyknął:
- No, nareszcie jesteśmy na miejscu! - Obudził mnie tymi słowami, zaspana wyszłam z auta.
- Tatooo? Czy my dobrze trafiliśmy? - Zapytałam nie dowierzając. Okolica wydawała mi się całkiem nieznajoma, taka klimatyczna, zachowana w dobrym tonie, bogata. Budynki, chodniki, rabaty z kwiatami, kamienice, wszystko jakby tworzyło jedną całość.
- Przeczytaj ten napis. - Powiedział tato wskazując na szybę po prawej stronie.
- Bri.. Bristol. BRISTOL? - Przeczytałam.
- Hotel Le Bristol, pięciogwiazdkowy hotel, słynie z zabytkowej architektury, luksusowego wnętrza i wykwintnej kuchni. Basen, siłownia, masaże... Wszystko do Twojej dyspozycji. Zrobisz sobie wycieczkę po hotelu i sama najlepiej się dowiedz co Cię może zainteresować. Będziemy tu przeszło tydzień więc zorganizuj sobie jakoś czas. Dziś jednak proponowałbym Ci żebyś zjadła coś, odpoczęła i wieczorem pójdziesz ze mną na bankiet. - Gdy to mówił myślałam że żartuje, to było zbyt piękny by mogło być prawdziwe.
- Co? Jaki bankiet? Mogłeś mnie uprzedzić że mam wziąć jakieś sukienki! - Byłam strasznie zakłopotana.
- Spokojnie, zaraz coś poradzimy, jak ja będę na spotkaniu przyjedzie do Ciebie taka miła pani i zajmie się Tobą.
- Po objechaniu całego obiektu dookoła w końcu zatrzymał się przy drzwiach wejściowych. Odźwierny otworzył mi drzwi abym mogła wyjść z auta. Stanęłam a moim oczom ukazał się monumentalny, jasny budynek z niezliczoną ilością okien i balkonów. Lokaj wziął nasze bagaże i zaprowadził do środka. W wewnątrz wszystko wyglądało jeszcze bardziej zachwycająco. Na suficie wisiało mnóstwo wielkich, kryształowych, błyszczących żyrandoli. Słońce odbijające się od nich wypełniało pomieszczenie. Wszystko było takie białe i czyste. Stylowe meble, czerwone dywany, schody jak z pałacu, szerokie, długie, wijące się z ozdobnymi poręczami. Na środku, w centralnym miejscu kolorowa fontanna. W powietrzu unosił się przyjemny charakterystyczny zapach. Tyle pięknych rzeczy, widoków, nie wiedziałam już na czym mam skupić swój wzrok. Gdzie nie spojrzałam ktoś z obsługi się do mnie przyjaźnie uśmiechał. Pracownicy byli schludnie, elegancko ubrani, sprawiali wrażenie jakby nigdzie się nie spieszyli, wszystko robili starannie, dokładnie. Widziałam jak polerują różne przedmioty białymi rękawiczkami, obsługują szklaną windę czy wysłuchują klientów, pomagają im nawet z błahymi sprawami. Jedna pani przewróciła się i złamała paznokcia, leciała jej krew, nikomu nie musiała nawet nic mówić, nim na dobre wstała już dostałą plaster. Widząc te zdarzenie zrobiło mi się tak ciepło na sercu, poczułam się jak w domu. Gdy jestem chora mama przychodzi z syropem i pilnuje żebym wypiła.
- Droga panno, trzeba iść dalej. - Zwrócił się do mnie tato widząc że mogę tak patrzeć w nieskończoność.
- Tak, tato, idziemy. - Szłam powolnym krokiem obserwując po drodze każdy szczegół.
Weszliśmy do restauracji. Usiedliśmy i po chwili przyniesiono nam nasze dania. Ja dostałam naleśniki a tato coś dziwnego do zidentyfikowania.
- Przecież nic nie zamawialiśmy, dlaczego nam to podali? - Zapytałam.
- Jak to nie.. Zamówiłem telefonicznie. Myślisz że gdybym nie zadzwonił mogłabyś dostać w takiej restauracji naleśniki? Zrobili je bo ich o to poprosiłem.
- W tym momencie zaczęłam już wszystko rozumieć. Tak samo nie byliśmy w recepcji, lokaj wziął nasze bagaże, ale skąd mógł wiedzieć gdzie je zanieść a jeszcze jakiś inny pracownik najprawdopodobniej zaparkował nasze auto. Dzięki tato. Wiesz, za te naleśniki. - Uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki tato. No wiesz, za te naleśniki. - Uśmiechnęłam się przy tym od ucha do ucha.
- Proszę, taki mały prezent. Rekompensata za to że musisz spędzać tu urodziny. Wszędzie masz dostęp do internetu, więc możesz bez problemu kontaktować się z kim tam potrzebujesz... - Weszłam tacie w słowo.
- Dlaczego wszyscy klienci mówią po francusku? - Szepnęłam.
- Może dlatego że jesteśmy we Francji? To ta druga niespodzianka. Cieszysz się? - Zamarłam na te słowa.
- Naprawdę?! Czy się ciesze? Ojciec to spełnienie moich marzeń! Jejku! Juhu! - Nie panując nad sobą wykrzyknęłam wstając z krzesła. To było dość dziwne zachowanie dla innych gości, wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni.
- Przepraszam. - Dodałam chichocząc przy tym wspólnie z tatem.
- Ja już muszę iść, zobaczymy się wieczorem. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała zwróć się do obsługi, na pewno Ci pomogą.
- Dobrze, spokojnie, poradzę sobie. Już mam przecież prawie 18-lat. - Odparłam.
- Miłego dnia moja dorosła córko. - Pomachałam mu na pożegnanie.
- Zaraz skończyłam jeść i też wyszłam. Idąc do pokoju dowiedziałam się dużo o powstawaniu hotelu, założycielu, o ich osiągnięciach, licznych nagrodach, gdzie znajdują się inne takie hotele. Gdzieniegdzie były porozwieszane ozdobne plakaty z tymi właśnie ciekawostkami. Postawiłam sobie za cel odwiedzenie w przyszłości chociaż jednego, innego Bristolu. Najprościej będzie dostać się do Warszawy bo jest i taki w Polsce. Odnalazłam w końcu swój pokój. W sumie nie było to aż takie trudne, kierowałam się zgodnie z rysunkiem na ulotce. Zauważyłem że numeracja pokoi jest ułożona w taki sposób aby było małe prawdopodobieństwo pomylenia się, ponadto każde piętro ma inne ściany, inną tapetę czy kolor. Otworzyłam powoli drzwi pokoju, pierwsze co przykuło moją uwagę to balkon z widokiem na wieżę Eiffla. Wyszłam na powietrze, widok zapierał dech w piersiach. Po dłuższej chwili udałam się do łazienki, trzeba było się odświeżyć bo zaraz mogła przyjść miła pani z sukienką. Tak też się stało, akurat kończyłam suszyć włosy kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wpuściłam ją, z etykietki, którą miała przyczepioną do koszuli wyczytałam że ma na imię Myriam.
- Dzień dobry, przyniosłam strój dla panienki - Zaczęła nieco zakłopotana.
- Bonjour. Nie sądziłam że dogadam się z kimś tutaj po polsku. Wszyscy znacie po kilka języków? Dziękuję za sukienkę. - Odpowiedziałam i wzięłam od niej pokrowiec z zawartością.
- Tak, każdy tutaj pracujący zna chociaż dwa języki, ale większość zna ich więcej. Tu pracuje kilku polaków, kilka osób zna polski a kilka jest w trakcje nauki więc powinna się panienka bez problemu dogadać. Czy mogę w czymś jeszcze pomóc? - Mówiła uprzejmie.
- Hyym, możesz może dotrzymać mi trochę towarzystwa?
- Mam robić wszystko o co poprosisz więc tak. - Uśmiechnęła się. Atmosfera trochę się rozluźniła. Czas płynął nam bardzo szybko. Myriam została ze mną i potem zaprowadziła na bankiet. Wyglądałam ślicznie. W pokrowcu prócz kilku sukienek były też buty, torebka i biżuteria. Dobrałyśmy wszystko, Myriam pomalowała mnie moimi kosmetykami i polokowała mi włosy, przyznam że jest w tym niezła. Wszystko pasowało na mnie jak ulał, nie mam pojęcia skąd wiedzieli co mi się spodoba i jakie mam wymiary, ale to był strzał w dziesiątkę. Byłą trochę zaniepokojona, pierwszy raz szłam na bankiet i nie wiedziałam jak się zachowywać, czego się spodziewać. Gdy już od sali dzieliło mnie kilka kroków zrobiło się podejrzanie cicho. Rozejrzałam się, tak, to te drzwi. Kiedy znalazłam się po drugiej stronie stało się coś niesamowitego, coś czego się zupełnie nie spodziewałam. Gdy weszłam rozległ się donośny śpiew. Cała moja rodzina, przyjaciele zebrali się w jednym miejscu i razem śpiewali mi sto lat. Jakby tego było mało następne na track liście było Sugar – Maroon 5, ale nie takie zwyczajne. Na scenie byli najprawdziwsi członkowie zespołu! Nie dowierzałam własnym oczom. Czułam jak robię się ciepła na całym ciele. Teraz wszystko stało się jasne. To dlaczego ostatnio tato był taki zabiegany. Ostatnie tygodnie przeleciały mi po głowie. Zrozumiałam. Zrozumiałam co zrobiłam i pobiegłam go przytulić. Tyle dla mnie robi. Choćbym miała oddać całe majątki świata nie odzwierciedliłoby to wysiłku jaki wkłada w moje wychowanie, żebym w życiu podążała we właściwym kierunku. Z uśmiechem pobiegłam się bawić. Niech ta chwila trwa i trwa!


Tekst który widzicie powyżej to moja praca na lekcję informatyki w klasie turystycznej. Zadanie polegało na tym aby napisać tekst sponsorowany. Ja zrobiłam to w trochę oryginalnej formie, w formie książki. Może nie zdajemy sobie sprawy, ale reklamy mogą pojawić się wszędzie. Nie mówię że to źle, o ile produkt rzeczywiście jest warty polecenia. Sposób przekazania istotnych informacji w wyrafinowanej formie, pokazanie swojego 'produktu' z jak najlepszej strony. Trzeba uważać aby z tym nie przesadzić bo wtedy traci również na swojej wiarygodności. Ja czytając taką czy inną książkę na pewno chciałabym przenieść się to takiego miejsca w rzeczywistości i o to w tym wszystkim chodzi. Hotel istnieje na prawdę, wzorowałam się na autentycznych informacjach, ale nie wszystko oczywiście może tak tam wyglądać, dużo to moja fantazja. Jednak kto nie sprawdzi ten nie przekona się na własnej skórze. Co myślicie o skrywanym marketingu? Uważacie że jest dobry czy zły? To oszustwo wobec czytelniku lub klientów? Czy to dobry sposób na rozwinięcie biznesu? Zareklamowania go na większą skalę? Czy zawsze musimy być informowani że czytane przez nas treści nie są w pewnym stopniu manipulacją? Jak odróżnić czy to są czyjeś prywatne spostrzeżenia a nie pisanie pod dyktando? 

 PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE! 

czwartek, 22 maja 2014

Cięka linia określa sens ich istnienia.

Od rana ten dzień został skazany na niepowodzenie, źle mi poszło z niemieckiego a jestem zagrożona. Powiedziałaś choć pojedziemy w czwórkę się przejechać skuterami. To był dobry pomysł, chciałyśmy poprawić sobie trochę dzień i nastroje. Było cudownie, na prawdę, uwielbiam spędzać z Wami czas. Niestety było tak dobrze tylko do czasu.. Wracaliśmy już, byliśmy niedaleko od domu i stało się. Jechałyście za nami, motocyklistka z przeciwka pomachała do Ciebie, chciałaś jej odpowiedzieć i podniosłaś rękę. Właśnie w tym momencie.. Kiedy włączyliśmy kierunkowskaz. Kiedy powinnaś mieć rękę na hamulcu. Zorientowałam się dopiero gdy uderzyłyście w nas, nie wiedziałam co się dzieje, widziałam w lusterku jak lądujecie na ziemie. To wszystko działo się tak szybko, teraz widzę to w spowolnionym tempie, cały czas to widzę, cały czas to słyszę. Widząc Waszą panikę nie wiedziałam co mam robić. Wyciągam telefon, ale mówisz żebym nie dzwoniła. Prawie nic nie mówisz. Ona klnie, śmieje się, zwija z bólu a Ty nic. Podbiegli do nas ludzie, na szczęście Ci pomocni a nie szukający sensacji. Spokojnie, nikt się nie dowie, zapewnia. W dupie mam skuter, popatrz na mnie, nic Ci nie jest - myślę. Poszliśmy na garaże, ochłonąć i przemyć rany. Milczałaś, ja wciąż mówiłam, prosiłam, krzyczałam. To nie Twoja wina rozumiesz?! Trzeba było się rozdzielić, złapałam Cię obiema rękami za ramiona, popatrz na mnie, nie martw się, popatrz na mnie, spokojnie, nic się nie stało, rozumiesz. Mówisz - Ja bym sobie nie darowała jakby jej się coś stało, jakby jechała sama to inaczej, ale gdy by jej.. Wracając do domu miałam w głowie różne wizje, moje wyobraźnia sprawiała że ze stresu bolał mnie brzuch aż chciało się wymiotować. Dziś nie pójdę spać, nie ma takiej opcji.  Tak, muszę jutro zaliczyć matmę mamo.


Ponownie dość smutny temat, ale scenariusze bywają o wiele gorsze. Dziś jednak pokuszę się o część z komentarzem. Wypadki - temat długi jak autostrada. Chciałam się jednak skupić na tych które dotykają pasjonatów a nie pajaców drogowych. Na ulicy nikt nie jest pewny. "Nie jedź szybciej niż Twój anioł stróż potrafi latać" moja interpretacja - skoro już wychodzisz na jezdnie określ się, na ile sobie możesz pozwolić, na ile Twój mózg potrafi sobie poradzić nawet w trudnych sytuacjach , kiedy w głowie jak na karuzeli.


Zresztą.. co ja się będę produkować, 
On to lepiej umie ubrać w słowa!

środa, 21 maja 2014

Dawanie otwiera drogę do otrzymywania.

Znów się pojawiłeś. Teraz kiedy ja nauczyłam się żyć bez Ciebie. Nie myśl sobie że teraz rzucę Ci się w ramiona. Choć było trudno postanowiłam: nie bądź naiwna, twoje wyobrażenia Cię przerastają, nie daj się im, musisz temu zapobiec. Ty mi w tym pomogłeś, jedno zdanie sprawiło że już nie chciałam Cię słyszeć. Dla mnie zniknąłeś, walczyłam aby nie zwracać na Ciebie uwagi, nie przeszkadzało Ci to. Minęło sporo czasu. Nie wiem czemu, ale czasami czułam jak chcesz coś zrobić. Jak męczysz się sam ze sobą. Czekasz sam nie wiedząc na co, ale to nie ma miejsca. Opuszczasz w dół głowę i wracasz do swojego prywatnego życia. Tego w którym mnie nie ma. Zadajesz sobie pytanie czy to jest możliwe? Brak Ci czegoś, ten rutyny, humoru, zwykłej rozmowy, słowa pochwały, kogoś kto Cię dopinguje i wspiera. Czy można się na tyle zbliżyć przez zwykły czat? Na tyle się oswoić, czuć się swobodnie. Po co wróciłeś? Nie znoszę Cię za to. Dałabym radę, przetrwałabym to gdyby to wszystko co czułam nie wróciło dziś do mnie. Zdaję sobie sprawę że nigdy się nie odkocham, ale potrafiłabym z tym żyć, z czasem może zapomniałabym o Tobie. Pewnie myślałeś że wiecznie będę, ale zraniłeś mnie. Może nie wiesz, ale jestem bardzo wrażliwa. A to mnie zabolało. Odpłacam się kłuciem szpilek. Ale jesteś taki dobry. Nie zauważasz kiedy poprawiasz mi nastrój i sprawiasz że się uśmiecham pomimo tego że jestem na Ciebie zła, nie panuję nad tym. Wsłuchuję się w Twoją duszę A Great Big World & Christina Aguilera - Say Something i wymiękam. Czytam i płaczę. To celowe czy przypadek? Odpowiedz. Tekst ma znaczenie? Melodia ma znaczenie? Muzyka do nastroju? Co mam przez to rozumieć? Przestań, to nie rebus, chcę wiedzieć. Powiedz wprost. Boję się, cholernie się boje, że kiedyś się dowiesz. Kiedyś nie wytrzymam, emocje wezmą górę. Podpuszczasz mnie, tak na to czekasz? Jesteś tchórzem, Ty masz się starać, tak powinno być. A ja nie widzę żeby Ci zależało. Jeśli się postarasz może być inaczej, wiesz? To od Ciebie zależy. Ja Cię do niczego nie zmuszam, nie będę się więcej narzucać, odzywać. Masz wolną wolę. Co zrobisz to będzie wyłącznie Twoja decyzja. Zazwyczaj mówię wprost co czuję, ale z Tobą jest inaczej. Nie mogę, po prostu nie mogę. Wolę się rozstać śmiercią naturalną, niż dlatego że mnie odtrącisz gdy się dowiesz. Wolę być tą mało ważną, jesteś zbyt idealny dla mnie. Nie zasługuję na to. Nie ośmielę się, nigdy. Boże pilnuj tylko żeby nie podążył tu za mną. Zostawiasz mnie, znowu, w takim momencie, gdy rozpadam się na malutkie części. Uspokajające dźwięki nagle zaczęły wylewać ze mnie łzy. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie wiem co masz takiego w sobie co tak na mnie działa. To chore. Czy ten stan określa się właśnie miłością?

W końcu jest dobry moment, nie ma koleżanek i możesz jej o tym powiedzieć. Usiadłyście sobie pod klasą, wokół pustki, wszyscy wyszli na dwór bo to długa przerwa. Ona widzi coś niepokojącego w Twoich oczach. Wyczuwa to doskonale. Milczycie patrząc się na siebie, łapie Cię za rękę. Pytasz czy chce posłuchać muzyki, kiwa potakująco głową. Dajesz jej słuchawkę i włączasz piosenkę, tę piosenk. Nastrój się zmienił, jesteście wsłuchane i poważne. Otwierasz okienko wiadomości w telefonie i zaczynasz pisać sms bo nie możesz wydobyć z siebie słowa. Z oczu zaczynają napływać łzy, zauważa i przytula Cię, przytula tak jak to umie tylko najlepszy przyjaciel. Mówisz z paniką w głosie.. Pomóż mi! Ja już nie mogę, po prostu nie mogę. Ja przez niego wariuje, od niszczy moją psychikę, na strzępki, za każdy razem gdy wraca jestem słabsza. Nie pozwól na to, proszę, błagam, pomóż mi, bez Ciebie nie dam rady!


sobota, 1 marca 2014

Może i o to chodzi w życiu by ktoś przy Tobie był na dobre i na złe.

Szła po szkole, lecz tym razem całkiem do siebie niepodobna, na jej buzi brak było szczerego uśmiechu. Obserwował ją przez cały czas, ale ona nie zauważyła. Była myślami w innym świecie, wyglądała na zmartwioną. W jej świecie teraz było brak radości, za dużo zmartwień wypełniało jej głowę by mogła choć na chwilę zapomnieć. Po raz pierwszy chłopak nie cieszył się na jej widok, przeszła koło niego obojętnie, nawet go nie zauważyła, a on chciał się z nią przywitać, tym razem był pewny że to zrobi. W pewnym momencie odsunął się od parapetu i poszedł za nią. Przyspieszył kroku. Zadzwonił dzwonek, chłopak zrezygnowany zawrócił i wszedł do klasy. Koledzy wygłupiali się, on bez nich, dziś dręczyły go ich kawały. Czuł się jak tchórz, znów się poddał, nawet nie spróbował. Znów będzie jak zawsze że dobra zagadam i znowu nic z tego nie będzie.. Cholera koniec z tym. Jak nie dzisiaj to kiedy! Czekał na nią niecierpliwie przed szkołą, wiedział że ona też teraz kończy lekcje. Bał się że znowu będzie otoczona koleżankami, lecz one już wyszły, bez niej. Czekał dalej i czekał. Chciał już też iść gdy ona w końcu się pojawiła. Spanikowany zastawił jej drogę.
- Hej!
- Hej. - Odpowiedziała dziewczyna wymijająco.
- Idziesz na przystanek? - Zapytał.
- Tak. A w czymś problem? - Myślała że chamsko ją zaczepia.
- Niee, po prostu chciałem Cię odprowadzić. - Był trochę zakłopotany.
- Że co? Aaa, no jasne. W sumie mam 40 minut do autobusu. - Odpowiedziała miło zaskoczona.
- To zapraszam Cię na tymbarka! Wiem że lubisz!
- Czym mnie jeszcze zadziwisz? - W końcu wydawała się pogodniejsza.
Od razu załapali wspólny język. Poszli do parku z tym wcześniej kupionym tymbarkiem i usiedli na ławce. Śmiali się, wymieniali się piosenkami, opowiadali jakieś swoje historie życiowe, zachowywali się tak swobodnie. Czas niestety tak szybko mijał. Poszli na przystanek i wtedy on zapytał.
- Czemu byłaś dziś taka smutna? - Radość momentalnie z niej wygasła.
- Przepraszam, nie chce o tym mówić, nie lubię zarażać smutkami.
- Mnie możesz powiedzieć, chcę Ci pomóc. - Powiedział obejmując troskliwie rękami jej ramiona, głęboko patrząc jej w oczy.
Untitled- Nie pytaj, po prostu przytul. - Po tym zaczęła cicho płakać. Chłopak przytulił ją z całych sił, głaskając ją po plecach powtarzał 'wszystko będzie dobrze, spokojnie, jestem tu'. Ona oderwała się od niego i poszła w stronę nadjeżdżającego autobusu, szybko wsiadła, przez szybę było widać że wciąż płaczę, była zdruzgotana. Chłopak stał i machał, ale ona unikała jego wzroku. Autobus odjechał, ona wpatrzona w szybę rozmyślała o wszystkim. Naglę poczuła coś obcego w kieszeni swojej kurtki. Wyciągnęła i zobaczyła kapsel od tymbarka, napisz brzmiał 'Pamiętaj że jestem'. Dziewczyna wyszeptała smutno sama do siebie.. Jesteś taki dobry, gdybyś wiedział z żalu pękłoby Ci serce, wybacz. Otarła zły z policzek i schowała kapsel z powrotem. Weź się w garść, bądź silna, dla niego.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Słowo szczęście myli mi się z twoim imieniem.

 Obudziły Cię ciepłe promienie słońca. Podniosłaś głowę, spojrzałaś w stronę okna i uśmiechnęłaś się. Wkoło było przyjemnie, cicho, mięciutko i cieplutko. Chyba wymarzony poranek. Opuściłaś głowę i nie patrząc zaczęłaś dotykać wokoło łóżko lecz czułaś tylko kołdrę. W tej chwili usłyszałaś pukanie do drzwi. Były otwarte a Twoim oczom ukazał się nie kto inny jak on.. Był ubrany od pasa w dół, dokładnie przyglądałaś się i podziwiałaś jego wyrzeźbioną klatkę piersiową. Wyglądał rześko a jego uśmieszek dodawał mu uroku.
- Pobudka królewno. - Powiedział miło, ściągnął buty i wskoczył do łóżka. Zaczął Cię łaskotać.
- Przestań. Już nie mogę. - Mówiłaś ledwo co słyszalnie bo nie mogłaś opanować śmiechu.  Wzięłaś poduszkę i celowałaś w niego kilka razy. Sprawiało wam to frajdę jak małym dzieciom. Uspokoiliście się trochę, leżeliście na łóżku naprzeciwko siebie i patrzyliście sobie w oczy. On przysunął się do Ciebie i pocałował Cię delikatnie w nosek.
- Chodź, na dole czeka na Ciebie smaczna niespodzianka. - Wyciągnął Cię spod kołdry i pobiegliście do kuchni.
- Wiem że to może nie zdrowe objadać się pysznościami na śniadanie, ale przeczuwam że nie będziesz narzekać. Twoje ulubione. - Podeszłaś do stołu a on ręką zaprezentował swoją niespodziankę.
- Ojejciu! Dziękuję. Mniami! - Twoje ręce wiwatowały ze szczęścia, usiadłaś podekscytowana i zabrałaś się do jedzenia.
- Przepyszne! Chcesz gryza? - Powiedziałaś z pełną buzią. Podsunęłaś pod jego nos dounta a on otworzył buzię. Ugryzł kawałek cały się przy tym brudząc czekoladą. Zaczęłaś chichotać widząc go w takim stanie.
- Coś nie tak? - Zapytał z tą swoją śmieszną miną. Podnosił brew, przy czym wyglądał niesamowicie komicznie.
- Oj brudasku! - Podeszłaś, usiadłaś mu na kolanach, twarzą do niego, plącząc nogi za jego plecami, a on pomazał Cię kremem po nosku. Ty nie pozostałaś mu dłużną i namalowałaś mu wąsy po czym nachyliłaś się ku jego słodkim ustom i namiętnie pocałowałaś dziękując w ten sposób za wszystko. Takie poranki chciałabym mieć codziennie – pomyślałaś.
- Mmm. - Rozkoszował się tą chwilą po czym dodał. Zbieraj się bo zaraz odjedzie nam autobus.
- Jaki autobus? Nie wiedziałam że się gdzieś wybieramy.
- To teraz już wiesz. To taka spontaniczna decyzja. Chcę Ci coś pokazać, ale na razie nic więcej na ten temat nie powiem. Chcę żebyś była mile zaskoczona.
     Wiedziałaś że przy nim nic Ci nie grozi. Poczułaś że nareszcie jesteś przy kimś naprawdę szczęśliwa.   

niedziela, 20 stycznia 2013

Dążyła do perfekcji. Liczyła na to, że któregoś dnia On powie do swoich kolegów "Ona jest idealna".

Dzień jak co dzień. Wyjątkowo nie miała problemu ze wstaniem rano z łóżka. Miała nadzieję że dziś on zrobi ten pierwszy krok. Chciała mu dać kolejną szansę. Mijała już 4 lekcja a ona jeszcze go nie spotkała. Cały czas myślała co zrobi gdy nareszcie to się stanie. Widziała w głowie jak rozmawiają, miała obmyślaną całą swoją kwestię lecz zdawała sobie sprawę że to na nic. Jest odważna, ale ma coraz większe wątpliwości. Może i czasem wydaje jej się że ich spojrzenia nie są przypadkowe, że może i on czuje coś więcej, ale nigdy się do tego nie przyznaję. Ukrywa przed samą sobą, wmawia sobie że to nic takiego, że zapewne jej wyobraźnia płata figle. Przecież wkoło jest tyle ładnych osób, pewnie to na nie zagląda ukradkiem. Przecież na taką osobę jak ona nikt nigdy nie zwraca uwagi, no chyba że chcę sobie kogoś podręczyć.Usłyszała czyjś głos. 
 - Kto idzie na dwór? - Zapytała koleżanka podczas przerwy w szkole. 
- Ja. - Odpowiedziała jedna i razem z jeszcze kilkoma osobami podążyły ku wyjściu. Nie miała ochoty nigdzie wychodzić, ale gdy pomyślała że on może tam być, że choć przez chwilę będzie mogła na niego popatrzeć, na jego uroczy uśmiech i szczere oczy od razu zmieniła nastawienie. Dziewczyny śmiały się i rozmawiały, ona niepostrzeżenie się rozglądała. Nigdzie go nie było. Dość dziwne bo zazwyczaj o tej porze stał z kolegami gdzieś niedaleko miejsca dla palących. Przerwa niebawem miała się skończyć więc wszystkie podążyły w kierunku wejścia. Jak zwykle żeby się przedostać przez te małe drzwi trzeba chwilę postać w korku. Rozczarowana spuściła głowę i spojrzała na ekran telefonu. 11:11 - Ktoś właśni o Tobie myśli. Na jej twarzy pojawił się skromny uśmiech. Podniosła głowę i jej oczom ukazał się właśnie on. Jej ideał. Nie mogła powstrzymać radości. Byli tak blisko siebie. Patrzyła na niego cały czas, nie spuszczała wzroku nawet na sekundę. Czuła się jakby nikogo nie było tylko oni, coraz bliżej, zapatrzeni w swoje oczy, jej twarz ozdabiał śliczny uśmiech, była pewna i odważna. Minęli się lekko szturchając rękami. Otrząsnęła się. Już po wszystkim. Była podekscytowana, nie wiedziała co czuć. Była wesoła i smutna. Wszystko było takie piękne tylko szkoda że on nie zwrócił nawet na nią uwagi. Patrzył na nią, widział zaraźliwą radość, ale nawet nie drgnął. Jego wyraz twarzy był przerażająco poważny. Miała wielką ochotę krzyknąć Jesteś ślepy? Tu jestem! Przestań mnie traktować jak powietrze! 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Każda chwila, każda minuta, każda sekunda, każdy oddech, każde spojrzenie, każdy uśmiech, każda rzecz, w Twoim towarzystwie daje mi szczęście.

Wiem że jest już wtorek, ale nie mogłam wcześniej tego dodać bo komputer stwarzał problemy. Przepraszam. 
Promienie słońca pragnęły wtargnąć na chłodne ulice zamkniętego osiedla. Chwile zapowiadały błogi spokój, a jednak nie dane im było przetrwać... Na prywatnym skateparku zaczęło się małe zamieszanie, ponieważ ćwiczącej tam dziewczynie zaburzono codzienny trening. Odwróciła głowę bo usłyszała przybliżające się z oddali śmiechy. Jak się po chwili okazało byli to trzej pewni siebie chłopcy w jej wieku, których znała z widzenia. Prychnęła cicho i wróciła do swojego poprzedniego zajęcia. Wysoki, ciemnowłosy nastolatek krzyknął. 
-Co to miało niby być?
-Ale o co Ci chodzi? - Odpowiedziała z ciekawością. 
-O to że kaleczysz ten sport. 
-No to w takim razie Ty pewnie umiesz lepiej? - Chciała się odegrać bo wiedziała że zaraz pokaże na co ją stać. Chłopak z myślą o pewnej wygranej chwycił swoją deskę, popatrzył na nią jakby chciał powiedzieć „patrz na mistrza”. Wykonał hardflip'a i uniósł dumnie głowę, czekając na odzew dziewczyny. Ona zaśmiała się cicho i położyła deskę na ziemi. 
-To nie moja deska. Nie zrobię tego tak dobrze jak powinnam, ale spróbuję. - A potem poprawiła jego występ, ponieważ w końcówce wykonała jeszcze obrót o 360*. 
-I co? Zdziwiony że dziewczyna zrobiła to lepiej niż Ty? 
-No jasne. Chciałabyś. Jeden trik to nic szczególnego. - Choć tak naprawdę było widać że zrobiła na nim wrażenie. Podczas gdy tych dwoje wykłócało się kto jest lepszy pozostała dwójka wpatrywała się w to z niesmakiem. 
-Wiesz co Nick? Ja mam już tego dość. On się musi zawsze tak przechwalać? Nie wiem jak Ty, ale ja idę. -No może masz rację. Czasami rzeczywiście przesadza. Ja tu z nim zostanę bo może zrobi jeszcze coś głupiego. Zadzwonię jak będziemy już iść. 
-No ok. Do później. Ja potrenuję sobie trochę na rampach dla rowerów. - I udał się w tamtym kierunku znikając powoli z pola widzenia. Podjechał na miejsce z wyraźnym zmartwieniem. Nie lubił gdy jego przyjaciel wdawał się w takie sytuację. Nie wiedział jak wtedy zareagować, choć mu to przeszkadzało. Jego myśli gdzieś się rozwiały, ponieważ spostrzegł, że niedaleko siedzi zapatrzona w telefon dziewczyna. Podszedł do nieznajomej blondynki z uśmiechem. 
-Hej? Co Ty tutaj robisz? Pierwszy raz Cię tu widzę a bywam tu dosyć często. Jestem David – I podał jej rękę na przywitanie. 
-Cześć. Cassie. - Odpowiedziała dziewczyna ze skromnym uśmiechem. Przyszłam tu, bo to jedyne miejsce gdzie mogę odpocząć od codziennych zmartwień.
-Mogę Ci jakoś pomóc? 
-Nie, raczej nie, ale dzięki. Miło z Twojej strony. A Ty co tu robisz? Bo z tego co widać to zabrałeś rower chyba dla ozdoby. - zaśmiała się miło. 
-Można tak powiedzieć. Coś nie mogę się skupić na treningu. 
-Widać że jesteś czymś zmartwiony. Chcesz pogadać? Usiądź obok mnie. - Poklepała kawałek ziemi obok siebie. On podszedł. Czuł się lepiej z myślą, że w końcu ktoś chce się go wysłuchać. Nie spodziewał się tylko, że to będzie dziewczyna przypadkowo poznana, ale zdawało mu się, że można jej zaufać. 
-A możemy po prostu... Tak zwyczajnie pogadać? - Odwrócił na chwilę głowę w innym kierunku i niechcący położył dłoń na jej dłoni. Poczuł napływające na jego twarz rumieńce. Dziewczyna patrzyła się nieśmiało. On zabrał rękę. 
-To było miłe. - Powiedziała dziewczyna przyciszonym głosem, nieśmiało. Nagle ich słodką scenę przerwał wrzask dziewczyny. Cassie odwróciła głowę w tamtym kierunku, tak samo, jak David. Chłopak westchnął cicho i wstał, patrząc na to z niepokojem. Blondynka poszła w kierunku, z którego dobiegały słowa kłótni. Jej towarzysz wziął rower i pojechał za nią. 
-Co się tu kurczę dzieje?! - Krzyknęła z przerażeniem Cassie gdy zobaczyła swoją koleżankę na ziemi. 
-Nie widzisz? Przez tego głupka skręciłam sobie kostkę! - Odpowiedziała koleżance na pytanie. Ta pomogła jej wstać. 
-Oj. Nic Ci nie będzie to pewnie było niechcący. - Przyłączył się do rozmowy David stając w obronie kolegi. -Jaki głupek? Nie umiesz jeździć i teraz nie masz na kogo zwalić winy? - Oburzył się Chris. Bo przecież nie wolno go przezywać. Tak bynajmniej sam twierdził. I pomyśleć by że jeszcze przed chwilką ta dwójka czyli Cassie i David spędzała spokojnie razem chwilę teraz przez swoich znajomych będą patrzeć na siebie wrogo a już na pewno nie będą rozmawiać. 
-Chodźmy stąd Annie. Dasz radę iść? Musimy zaprowadzić Cię do lekarza. 
-Może pójdziemy z wami? - Nagle Chris chciał stworzyć sztuczne zmartwienie. Przecież nigdy nie zmartwił by się taką sytuacją. No chyba że byłby to dla niego ktoś wyjątkowy. 
-Nie dzięki. Już wystarczająco nabroiłeś. Na daną chwilę nie chcemy Cię widzieć. - Odpowiedziała niebieskooka blondynka i chciała już iść, ale Annie jeszcze nie dała za wygraną. 
-To jeszcze nie koniec! Jeszcze się policzymy. Spotkamy się tu za tydzień o tej samej porze. Zdążę dojść do siebie. Tylko nie stchórz. 
-Nie mam zamiaru. Widzimy się za tydzień. 

Dni mijały, zbliżał się dzień rozgrywki między Chrisem a Annie. Chłopak od tamtej pory nie mógł przestać myśleć o brunetce, która zawróciła mu w głowie. Zdał sobie sprawę że nie jest mu obojętna, że jest kimś więcej i że koniecznie muszą porozmawiać.   


* Tą historyjkę napisałam wspólnie z moją koleżanką Malwiną, która ma wielki talent pisarski. To ona często mnie inspiruje, pomaga mi, dzięki niej narodził się pomysł że ja też mogłabym coś napisać. Zawdzięczam jej naprawdę dużo. Ona nauczyła mnie wszystko co siedzi w mojej głowie jakoś ubrać sensownie w słowa. Naprawdę ciężko jest przelać to na papier i jeszcze tej sztuki nie opanowałam za dobrze. Dlatego ciężko mi cokolwiek napisać. To wymaga dużo ciężkiej pracy, która nie zawsze jest zadowalająca. Mam jednak nadzieję że moje starania nie pójdą na marne i znajdzie się jakaś osoba która chętnie będzie czytać to co piszę. Proszę was także o konstruktywną krytykę. To mi jest potrzebne do tego aby być lepszym, poprawiać swoje błędy, których czasami się nie dostrzega. 

niedziela, 26 sierpnia 2012

Nietypowa opowieść.

Z racji tego że nie wychodzi mi coś pisanie opowiadania postanowiłam pokazać wam moje opowiadanie ze szkolnego, literackiego konkursu. Czekam na oceny i krytykę ;)

Niecodzienny dzień

  Ciepłe promienie słońca obudziły mnie o świcie podczas gdy znów śniłam o tym chłopaku. Nie kontroluję swoich uczuć, ale skoro myślę o nim tak często musi być dla mnie kimś ważnym. No, ale czas zamknąć tamten temat i wrócić do rzeczywistości. Podeszłam do okna i wpatrywałam się w ukrytą magię tego miejsca. Jak dobrze że są wakacje. Można wstać z łóżka kiedy się chce i nie myśleć o tym że zaraz odjedzie Ci autobus tylko smakować się pięknem otaczającej nas przyrody, odetchnąć 'świeżym porankiem'. Ubrałam moje ciepłe kapcie, które przypominają misie i zrobiłam sobie gorącą czekoladę do picia. Wyszłam z domu i usiadłam na ławce. Siedziałabym tam dłużej gdyby nie było tak zimno. Te lato jest szczególnie chłodne. Co za rozkoszny spokój panuje w domu. Rodzice zostawili mnie tutaj a sami pojechali wylegiwać się na plaży. Nie mam im tego za złe. Właśnie bardzo się cieszę. Co prawda odwiedza mnie babcia co najmniej dwa razy dziennie, ale w ogóle tego nie odczuwam. Od czasu do czasu wpadnie też Klaudia albo Damian. No dość leniuchowania! Tak zajęłam się rozmyślaniem że zapomniałabym że umówiłam się z naszą paczką w parku. Po chwili byłam już gotowa do wyjścia. Wyciągnęłam rower z szopki i pojechałam. Byłam zmęczona, ale pędziłam cały czas z tą samą prędkością. Jeszcze nie dojechałam na miejsce a już usłyszałam wołanie Kajtka. 
- Ty zawsze musisz się spóźniać? - Jak zawsze musiało go to drażnić. 
- No bo widzisz... 
- Dobra nie tłumacz się tylko chodź bo wrota się zaraz zamkną!
Pedałowałam z całych sił i na szczęście zdążyłam w ostatniej chwili. 
- No co tak późno! - Krzyknął Kuba gdy już miał zamykać portal. Schowaliśmy rowery w krzakach tam gdzie pozostali i wskoczyliśmy do tunelu. Jak ja lubię to uczucie. Kolorowe światełka migały mi przed oczami aż do momentu gdy dotarliśmy na miejsce. 
- Witam was łobuziaki. - Przywitał nas radośnie nasz nauczyciel od zaklęć. 
- Dzień dobry pani Fabianie. - Odpowiedzieliśmy chórem.
- Dobrze siadajcie a ja sprawdzę obecność.
Otworzył dziennik i zaczął wymieniać.
- Aczko Klaudia?
- Jestem!
- Bocianowski Kajtek?
- Jest!
- Cieszyński Damian?
- Jestem panie profesorze!
- Dąbrowska Eliza!
- No tak, tak.
-Fjołko Jakub?
- Niech mi pan mówi Kuba. - Po tych słowach wszyscy razem z wykładowcą zaczęliśmy się śmiać. 
- Kwiatkowska Dorota?
- Obecna!
- No świetnie, wszyscy jesteście. Bardzo dobrze się składa bo mam wam coś ważnego do powiedzenia. Wasz ostatni egzamin napisaliście bardzo dobrze. Co prawda mogło być lepiej, ale jestem z was zadowolony.  Teraz już możecie używać waszych mocy, czarów, przyrządów w codziennym życiu. Jednak nie przesadzajcie z tym i pamiętajcie że jedno niepotrzebne zaklęcie może zmienić bardzo dużo i wtedy niestety utracicie wszystko czego nauczyliście się do tej pory i będziecie zwykłymi śmiertelnikami. Mam nadzieję że zachowacie rozsądek. Żegnam was i trzymajcie się dzieciaki. 
Po czym znikł a my znaleźliśmy się w parku, w miejscu gdzie otwierały się wrota prowadzące do podziemi i naszej szkoły. Nasze twarze zbladły. Nie spodziewaliśmy się że ten test świadczył o naszej dalszej przyszłości i że będziemy musieli się pożegnać z naszą uczelnią. Każdy z nas patrzył na drugiego z bezradną miną i strachem w oczach. Nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie co teraz. Wzięliśmy swoje rowery i szliśmy w ciszy. Dalej do nikogo nie dochodziła myśl co się stało. W końcu głuchą pustkę przerwał Kuba. 
- Ja już nic z tego nie rozumiem i raczej to się nie zmieni i nie mam zamiaru bawić się w detektywa i szukać rozwiązania. 
- No cóż... Zostaliśmy obdarzeni niecodziennymi siłami a teraz możemy tylko z nich korzystać. - Zaczęła rozwijać temat Klaudia. 
- E tam. Najważniejsze że mamy siebie. Nic mi po tych mocach. Nie zamierzam ich używać. - Oświadczyła Dorota.
- Czyżby? Coś w to nie wierzę. - Odpowiedziałam zdziwiona. 
- Nie wiem jak wy, ale ja jestem trochę zmęczony z nadmiaru wrażeń i jedyne na co mam teraz ochotę to posiedzieć sobie samotnie w wyjątkowym miejscu. Cześć. - Powiedział Damian i poszedł w innym kierunku. 
- Cześć, Ale potem zadzwoń jak już będziesz w domu bo się będziemy martwić. - Przejęłam się tym co powiedział.
- Nie martwcie się, nie zamierzam zrobić nic złego. Po prostu muszę porozmyślać.
- On ma rację. Ja też mam już dość na dzisiaj. Idę do domu. Trzymajcie się. - Powiedziałam to i poszłam za Damianem.
- No to pa. - Odpowiedziała reszta na pożegnanie. 
 Jednak nie poszłam do domu tak jak im powiedziałam. Chciałam pogadać z Damianem i dobrze wiedziałam jako jedyna gdzie go szukać. Wyjątkowym miejscem była polanka na której w środku stało wielkie, rozłożyste drzewo. Byłam pewna że go tam znajdę. I miałam rację. Siedział na drzewie patrząc w dal z zamyśloną miną. Był tym tak przejęty że zauważył mnie dopiero po chwili. 
- Co tu robisz? Nie jesteś z nimi?
- Nie. Jakoś nie miałam ochoty z nimi iść. A poza tym wolałam przyjść tutaj. Nie wiem czy wiesz to jest także moje wyjątkowe miejsce. 
- Tu gdzie siedzę jest moja wyjątkowa gałąź. 
Weszłam sprawnie na drzewo i usiadłam niedaleko niego. 
- A to moja wyjątkowa gałąź. 
Wyraźnie było widać poprawę nastroju. Siedzieliśmy tam do wieczora śmiejąc się, rozmawiając i bardzo sympatycznie spędzając ze sobą czas. Poczułam się jak za czasów dzieciństwa kiedy to byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, bratnimi duszami. Odprowadził mnie do domu i na pożegnanie mocno przytulił. Poczułam si jakbym miała motylki w brzuchu, ale nie wiedziałam tego do końca bo nigdy wcześniej tego nie czułam. Było już późno więc za chwilę położyłam się do łóżka lecz nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o Damianie, o dzieciństwie, o dzisiejszym dniu i doszłam do wniosku że ten chłopak w którym do niedawna się kochałam teraz nic dla mnie nie znaczy. Jest dla mnie całkowicie obcym człowiekiem. Mój umysł chyba w pewnym momencie już miał dosyć i stwierdził że lepiej jak już pójdę spać. Ten dzień to opowieść o tym jak w jednym dniu może się dużo zmienić i ile się można dowiedzieć z nauk samego życia. 

I tak dla ścisłości! Imiona są przypadkowe. Kiedy pisałam ten konkurs po prostu napisałam kilka imion, które przyszły mi na myśl. I żeby nie było potem głupich docinek że ja się w kimś kocham czy coś. Imię Damian napisałam bo mój kuzyn ma tak na imię i zawsze mi się je podobało. A po za tym ta dziewczyna to nie ja więc sprawa wyjaśniona, prawda? No to dobrze.